Opublikowano:

Marek Czasnojć Ambasador Szczecina

Maker Czasnojć

Marek Czasnojć, autor uznanych książek i albumów o Szczecinie, otrzymał tytuł “Ambasador Szczecina”. Ta prestiżowa nagroda Prezydenta Miasta Szczecina wyróżnia osoby, których osobiste osiągnięcia przyczyniły się do promocji Szczecina w kraju i zagranicą. Każdego roku, tylko dwie osoby zostają uhonorowane tym tytułem. O nadaniu tytułu decyduje Kapituła Tytułu “Ambasador Szczecina”.

Jest nam niezmiernie miło, że Szczecin docenił dokonania Marka Czasnojcia. Autora i wybitnego fotografa, który od kilkunastu lat związany jest z naszym wydawnictwem. Gratulujemy i życzymy kolejnych wspaniałych zdjęć i tekstów w kolejnych publikacjach promujących nasze piękne miasto.

Grupa Zapol

Opublikowano:

Za książki i albumy zapłać z PayU

zapłać z PayU

Specjalnie dla Państwa wygody dodaliśmy w naszym sklepie obsługę płatności PayU. To innowacyjne rozwiązanie umożliwia szybkie dokonanie płatności dla osób posiadających internetowe konto bankowe.

Od teraz nie ma konieczności przepisywania formularzy i ręcznego zlecania przelewów. Korzystając z opcji płatności PayU wystarczy wybrać swój bank, zalogować się, a na koniec autoryzować automatycznie wypełnione polecenie przelewu. Cała transakcja przebiega sprawniej niż w przypadku opcji Przelew internetowy. Banki współpracujące z systemem płatności PayU:

  • mBank
  • Bank Zachodni WBK (Grupa Santander)
  • ING Bank
  • Bank Pekao
  • Alior Bank
  • T-Mobile Usługi Bankowe
  • Millenium Bank
  • Citi Handlowy
  • BOŚ Bank
  • Bank BPH
  • Credit Agricole
  • BGŻ BNP Paribas
  • Deutsche Bank
  • Eurobank
  • Idea Bank
  • PBS Bank
  • GetIn Bank
  • Orange Finanse
  • Noble Bank

Wszystko odbywa się w oparciu o bezpieczne rozwiązania, stosowane przez największe platformy internetowe w kraju, między innymi: allegro, empik, RTV euro AGD, czy biuro podróży TUI.

Zapraszamy do korzystania z PayU.

 

Opublikowano:

“Matki i statki”

To nowa książka red. Krystyny Pohl. Właśnie trafiła do księgarń. Tym razem bohaterkami są matki chrzestne statków Grupy Polskiej Żeglugi Morskiej.

Dodajmy statków, które są obecnie w eksploatacji. Autorka przedstawiła sylwetki ponad sześćdziesięciu pań. Pochodzą z całej Polski, wiele z nich jest pracownicami armatora, niektóre pracują za granicą. Statki chrzciły w różnych stoczniach: w Bułgarii, Polsce, w Chinach i Japonii. Dziennikarka dotarła do każdej z nich. Rozmawiała bezpośrednio lub telefonicznie, bo jak podkreśla „tylko w rozmowie można usłyszeć tyle interesujących historii”. Powstały ciekawe, barwne, często wzruszające opowieści o ceremoniach chrztów, w których uczestniczyły, o emocjach i przeżyciach z nimi związanych; o pasjach, marzeniach, o rodzinie; a także o pracy, która dla wielu pań też jest pasją. Reprezentują różne zawody. Wśród matek chrzestnych jest kapitan żeglugi wielkiej i pierwszy oficer, są naukowcy, nauczycielki, księgowe, szefowe firm. Jednym słowem fantastyczne kobiety.

W książce jest cały rozdział poświęcony historii PŻM. W tym roku szczeciński armator, największy w Polsce i jeden z największych w Europie i na świecie, obchodzi jubileusz 65-lecia. Jego flota liczy ponad sześćdziesiąt statków (masowce, promy, siarkowce), których średni wiek nie przekracza ośmiu lat. Jest to więc młoda, nowoczesna flota. Od ponad dekady PŻM konsekwentnie realizuje program odnowy tonażu. W ciągu ostatniej dekady do eksploatacji weszły 43 statki budowane w stoczniach chińskich i japońskich. Sylwetki tych statków, ich opisy, a także zdjęcia też są w tej książce.

A skoro głównymi bohaterkami są matki chrzestne, to mamy również ciekawą, pełną przykładów, historię chrztów statków. Jest to przecież jeden z najstarszych morskich ceremoniałów. Chrzty statków odbywają się na całym świecie. Na całym świecie są więc matki chrzestne. Ale tylko w Polsce matki chrzestne mają swoje kluby, zjazdy, księgi pamiątkowe, monografie i strony internetowe. Tylko w Polsce tak bardzo interesują się swoimi stalowymi chrześniakami, utrzymują stały kontakt z kapitanami, załogami. Pamiętają o okolicznościowych życzeniach.

Właśnie w Szczecinie, w 1976 roku, w Domu Marynarza odbył się pierwszy w Polsce zjazd matek chrzestnych statków PŻM. Był to pomysł ówczesnego dyrektora Ryszarda Kargera. Wówczas powstał Klub Matek Chrzestnych Statków PŻM. Autorka opisuje tamten zjazd i ilustruje archiwalnymi zdjęciami.
W ogóle książka jest bajecznie kolorowa, bogato ilustrowana, radosna. Bo jak mówi autorka, chrzest statku to wielka radość, to początek czegoś nowego. To nowy rozdział w życiu matki chrzestnej i działalności armatora. Ale podkreśla, że tę monografię pisała przede wszystkim z myślą o przeciętnym czytelniku. „Od dawna marzyła mi się taka książka – mówi. – Bo zależy mi na tym, by przybliżyć mieszkańcom nie tylko Szczecina, historię PŻM, chrztów statków, morskich tradycji, inwestycji. A zawsze najlepiej się to robi opowieścią o ludziach, zaangażowanych, ciekawych, pełnych pasji”.

Ta monografia jest czwartą książka autorstwa Krystyny Pohl z marynistycznej serii o charakterystycznych, błękitnych okładkach. Tworzą ją dwa tomy monografii KAPITANOWIE, tom ŻEGLARZE i teraz MATKI I STATKI. Wszystkie wydał ZAPOL.

K. Larsen


Zapraszamy do zakupu – książka “Matki i statki” Krystyna Pohl

Opublikowano:

“Wyspa Szczęśliwych Dzieci” po raz drugi

Kazimierz Ludwiński dotrzymał słowa. W rok po ukazaniu się pierwszego tomu wspomnień nie tylko żeglarskich, do księgarń trafił tom drugi z podtytułem NEL. Czytelnicy przyjęli go równie entuzjastycznie i już dopytują się o ciąg dalszy opowieści. A ta w postaci tomu trzeciego, z podtytułem NOE, ma się ukazać jeszcze pod koniec tego roku.

Kazimierz (ojciec, żeglarz, autor – właśnie w takiej kolejności się przedstawia) to jeden z trójki braci Ludwińskich. W latach 70. sami rzemieślniczym sposobem zbudowali 14-metrowy katamaran. Nazwali go „Wyspa Szczęśliwych Dzieci”. W 1979 roku rozpoczęli swój wielki rejs, który trwał kilkanaście lat. Jak on przebiegał, gdzie docierali, czym się zajmowali, wiemy z pierwszego tomu wspomnień. Tom drugi jest kontynuacją opisu żeglarskiej przygody, ale już w innym składzie załogowym.

W roku 2004 Kazimierz rozpoczął żeglugę z dwójką swoich dzieci i ich mamą Anią. Nel miała wtedy lat sześć, a Noe zaledwie siedem miesięcy. Po ponad półrocznej, wspólnej, rodzinnej żegludze Anna z synem wróciła do kraju. Kazimierz został na katamaranie tylko z córką. We dwoje żeglowali do roku 2007. Wówczas na „Wyspę…” wrócił Noe…

To były cudowne lata – powtarza ze wzruszeniem Kazimierz. – Popłynąłem z dziećmi, bo chciałem czerpać radość z ich dzieciństwa, bo chciałem zajmować się nimi maksymalnie, bo chciałem, aby miały oczy otwarte na świat, na przyjaźń, tolerancję. Wyruszyliśmy razem w drogę, bo to podróże otwierają oczy i serca.

Ten ostatni człon zdania jest mottem wspomnień pisanych przez Kazimierza.

Wychodzę z założenia, że nie wolno traktować dzieci jak dzieci – przekonuje Kazimierz. – To są mali ludzie z mniejszym doświadczeniem, ale o potencjale równym dorosłym, dodatkowo bez śmietnika zbędnych informacji.

Na trasie żeglowania była Afryka Zachodnia. Tym samym powrót do wspomnień, do portów i miejsc, gdzie ponad ćwierć wieku wcześniej bracia zaczynali swoją żeglarską i życiową przygodę. To spotkania z ludźmi, którzy ich pamiętali. To opis barwnej codzienności na jachcie i na lądzie. Nel rozpoczęła naukę w lokalnej, afrykańskiej szkole, a potem, gdy opuścili ląd, kontynuowała ją na jachcie w systemie korespondencyjnym. Nauczycielem był ojciec. Na pewno dobrym, bo egzaminy zdawała celująco.

Wyspa-szczesliwych-dzieci-Kazimierz-Ludwinski-tom-II-NEL-wkladka

Z Afryki popłynęli na Wyspy Zielonego Przylądka, potem przez Atlantyk do Fortalezy, stamtąd do Gujany Francuskiej, na Karaiby i do paru portów w Wenezueli. Zamieszczone w książce mapki pozwalają dokładnie śledzić trasę. Do tego jest mnóstwo ciekawych zdjęć, znacznie więcej niż w tomie pierwszym. Nie brakuje też bardzo osobistych wyznań, opisów tęsknoty ojca za synem, siostry za bratem i przekonywania żony, by nie rozdzielała dzieci, by pozwoliła im płynąć razem z ojcem. Są fragmenty listów pisanych do żony i malutkiego Noe. Kazimierz bardzo się bał, że syn go zapomni, bo już zaczynał nazywać go tatą Nel. Niezwykle wzruszający jest list pisany przez ojca do trzyletniego synka…

W 2007 roku na „Wyspę Szczęśliwych Dzieci” przyjechała Anna z Noe. Po paru miesiącach zostawiła na jachcie dzieci z ojcem. Razem pływali przez pięć lat. Okrążyli świat. Ojciec z dwójką małych dzieci. A o tym już będzie w tomie trzecim.

„Wyspę Szczęśliwych Dzieci” czyta się wspaniale. Nie brak opisu egzotycznych miejsc, spotkań ciekawych ludzi, zabawnych anegdot i autoironii. To książka o urokach żeglowania, urodzie świata, ale przede wszystkim o wielkiej ojcowskiej miłości do dzieci. Mądrej miłości. Przy czytaniu warto mieć chusteczki pod ręką.

Książkę wydało wydawnictwo ZAPOL Sobczyk Spółka Jawna, a współfinansował Urząd Miasta Szczecin.

Krystyna Pohl


Zapraszamy do zakupu – książka “Wyspa Szczęśliwych Dzieci” Kazimierz Ludwiński tom II

Opublikowano:

“Szczecin” Marka Czasnojcia

Do księgarń trafia kolejny album znanego szczecińskiego fotografika Marka Czasnojcia. Nosi krótki tytuł „Szczecin”. Na około 250 fotografiach najnowszy obraz miasta i zmian, jakie się w nim dokonują.

Marek_Czasnojc_i_jego_albumyZdjęcia powstały w ciągu ostatniego roku. Są na nich nowe budynki i nowe obiekty, odnowione wnętrza Zamku Książąt Pomorskich i piękne wnętrza niewielkiej szczecińskiej cerkwi. Miasto skąpane w słońcu i zroszone deszczem, w śnieżnej szacie (absolutna rzadkość) i w wiosennych barwach kwitnących krokusów. Są też ciekawe ujęcia z lotu ptaka. Dzięki autorowi mamy możliwość obejrzenia tego, co dla większości z nas jest niedostępne. Ten album jest kolejnym dokumentem zmieniającego się miasta. Jego urody zatrzymanej w fotograficznym kadrze. „Szczecin” podobnie jak wiele wcześniejszych albumów Marka Czasnojcia wydała Grupa Reklamowa ZAPOL.

Z obliczeń wynika, że jest to 48. autorski album Marka Czasnojcia. Do tego dochodzi ogromna ilość różnorodnych wydawnictw, w których były zamieszczane jego zdjęcia. Imponujący dorobek na prawie półwiecze pracy zawodowej fotoreportera i fotografika.

Przyznaje, że fotografował od dziecka, od czasów szkoły podstawowej w Olsztynie. W tym mieście spędził dzieciństwo i młodość.

Jak sięgnę pamięcią, w domu zawsze był aparat fotograficzny. To była lustrzanka Exakta Varex, którą zdjęcia robił mój ojciec, a potem ja. Do dziś mam moje pierwsze, własnoręcznie wykonane zdjęcie. Na nim jest pasażerski stateczek „Olimpia”. Zrobiłem je w czasie wakacji w Sopocie. Miałem dziesięć lat. Pamiętam, że w domu były też albumy z ciekawymi zdjęciami, jak chociażby album Włodzimierza Puchalskiego „Bezkrwawe łowy”, czy „Zwierzęta naszych lasów”. Bardzo lubiłem je oglądać. Potem kupowałem albumy sam, zresztą robię to nadal. Fotografowania i obróbki zdjęć uczyłem się od olsztyńskich kolegów z podwórka. Po latach stali się oni fotograficznymi sławami. Tadeusz Trepanowski specjalizował się w fotografii teatralnej, Ryszard Czerwiński fotografował przyrodę, a Andrzej Baturo jest znanym fotoreporterem.

W Olsztynie, mieście wśród jezior, Marek zainteresował się żeglarstwem. Stało się jego pasją. Pierwsze zdjęcia zamieszczone w olsztyńskiej gazecie były związane z żeglarskimi regatami. Ale wtedy nie przypuszczał, że fotografia stanie się sposobem na życie. Marzył mu się świat, podróże. Dlatego wybrał rybołówstwo morskie i szkołę w Darłowie. Przez cztery lata był rybakiem. Zaczynał na kulikach, pływał na lugrotrawlerach i trawlerach PPDiUR Gryf. Sporo zwiedził i cały czas fotografował.

Rybakiem pewnie nie byłem najlepszym, ale coraz bardziej pociągało mnie robienie zdjęć. Aparat miałem zawsze przy sobie. Fotografowałem połowy, codzienną pracę rybaków, życie na statku, odwiedzane porty. Któregoś roku wysłałem zdjęcia na doroczny konkurs Amatorskiej Twórczości Ludzi Morza. Najciekawsze prace prezentowano na wystawie, która co roku odbywała się w Szczecinie, w czasie Dni Morza. Wśród nich znalazły się moje fotografie. Było to dla mnie duże wyróżnienie.

Nie wiadomo gdzie i kiedy zdjęcia Marka wypatrzył Jerzy Miciński, niemalże kultowy redaktor naczelny równie kultowego miesięcznika „Morze”. Zaproponował współpracę. Trwała ona wiele, wiele lat. Drukowano jego zdjęcia na okładkach, w fotoreportażach, ilustrowano nimi teksty różnych autorów. Zdjęciami Marka zainteresował się też Andrzej Babiński, znany szczeciński dziennikarz marynista. I on namówił go do pracy w „Głosie Szczecińskim”. To był rok 1968.

Trafiłem do działu morskiego i moim obowiązkiem było dostarczanie zdjęć z różnych morskich wydarzeń wraz z napisanymi informacjami. Bardzo mi to odpowiadało, bo ta tematyka była mi bliska. Potem przez kilka lat pracowałem w ukazującym się w Trójmieście tygodniku „Czas”. I nadal współpracowałem z „Morzem”. Miałem aktualną książeczkę żeglarską, więc naczelni wysyłali mnie w morski świat. Dzięki lotniczym, czarterowym podmianom załóg leciałem z rybakami do różnych portów na kolejne trawlery i wypływałem na łowiska. Mogę powiedzieć, że byłem na wszystkich łowiskach świata. To były lata, gdy Polska była potęgą w połowach dalekomorskich. Mam mnóstwo zdjęć, dziś unikatowych.

Ciekawą, bogato ilustrowaną historię polskiego rybołówstwa dalekomorskiego Marek Czasnojć przedstawi w książce, nad którą obecnie pracuje. Monografia zatytułowana „Pożegnanie z morzem” ukaże się jeszcze w tym roku.

Album_Szczecin_Marek_Czasnojc_wkladka_port_weglowy

W swoim archiwum ma też mnóstwo fotografii z obu Ameryk, z amazońskiej dżungli. Dzięki podróżom poznał ciekawych ludzi, m.in. peruwiańskiego pisarza Mario Vargasa Llosę, podróżnika Toni Halika. To z inicjatywy Marka szczecińskie wydawnictwo Glob (już nie istnieje) wydrukowało jako pierwsze w Polsce książkę Halika „Z kamerą i strzelbą przez Mato Grosso”, a potem dwie następne jego książki.

Album_Szczecin_Marek_Czasnojc_wkladka_sala_boguslawa

Marek nie zapomniał o żeglarskiej pasji. W roku 1974 razem z Kubą Jaworskim na niewielkim „Ogarze” popłynęli do Gdyni na finał Operacji Żagiel. W cztery lata później na pokładzie żaglowca „Dar Pomorza” po raz pierwszy uczestniczył w Operacji Żagiel. A potem już poszło lawinowo. Niezliczoną ilość razy był uczestnikiem tych prestiżowych regat. Fotografował żaglowce na morzach, oceanach i w portach. Wie, jak na nie patrzeć, jak wydobyć i zatrzymać na fotografii ich niepowtarzalne piękno. Żaglowcom poświęcił kilka albumów. Niektóre ukazały się też poza Polską, m.in. w Austrii i Niemczech. Za album „Żaglowce świata” otrzymał prestiżową nagrodę wydawców. Podobną przyznano mu za album „Bałtyk”. Przez długie lata był jedynym w Polsce dyplomowanym artystą fotografikiem. Dyplom otrzymał już w 1978 roku.

Album_Szczecin_Marek_Czasnojc_wkladka_laziebna

Gdzieś tak w połowie lat 80. ukazał się jego pierwszy autorski album. Od tamtego czasu regularnie i konsekwentnie wydaje następne. Sam dokonuje wyboru zdjęć, sam opracowuje podpisy, a często i teksty. Dwa albumy („Warszawa” i „Pomorze Zachodnie”) zrobił z synem Michałem, utalentowanym szczecińskim architektem. Ale też niezłym fotografem.

 

Zazwyczaj Marek kończy jeden album, a w głowie już ma pomysł na co najmniej dwa kolejne. Tak jest i teraz. Zakończył pracę nad „Szczecinem”, a wcześniej nad „Encyklopedią Szczecina”. I już jest myślami przy nowym albumie. Ba, już dokładnie wie, jak on ma wyglądać. Będzie to album zatytułowany: „60 lat The Tall Ships Races”. Pomysł i koncepcja to strzał w dziesiątkę.

Mam ogromną ilość zdjęć, poznałem wielu ciekawych ludzi organizujących te regaty i uczestniczących w nich. W lipcu jadę do Lizbony, bo tam odbędą się główne uroczystości jubileuszowe tych regat. W roku 1956 odbyły się pierwsze regaty wielkich żaglowców. Wrócę z kolejną partią zdjęć. Ten album będzie zupełnie inny niż wcześniejsze poświęcone żaglowcom.

Album ukaże się w 2017 roku przed trzecim już zlotem wielkich żaglowców w Szczecinie. Nikt nie ma wątpliwości, że będzie to prawdziwy hit wydawniczy.

Krystyna Pohl


Zapraszamy do zakupu – album “Szczecin” Marka Czasnojcia